Saturday, Jun. 24, 2017

Odrabiamy zaległości!

Autor:

|

25 kwietnia 2010

|

 

Idę żwawym krokiem, przepycham się przez tłum ludzi tłoczących się przy kasie biletowej i w końcu: przekraczam próg sali kinowej. Witamy w magicznym świecie. Pędzę na tyły – tam gdzie nikt nie będzie mi przeszkadzał i gdzie w spokoju będę mógł przeżyć film, który kilka dni wcześniej poruszył ludzi z różnych zakątków świata. Coś w tym musi być, przecież różnice kulturowe, nakładają na nas przykry obowiązek patrzenia według odgórnych reguł i zasad. A jednak. Ktoś był w stanie stworzyć obraz, który przełamuje narzucone kanony i wyzwala w nas wszystkich podobne odczucia, czasami kontrowersyjne, będące podłożem do niekończących się debat. Ale ciii… już gasną światła, ostatni spóźnialscy pośpiesznie wchodzą do kina zamykając za sobą drzwi i smugę jasnego światła. Tak, tak – zaczyna się. Na początku jak zwykle, obowiązkowy blok reklam, ale później to, na co wszyscy czekają. Ale zaraz! Na ekranie wyświetla się biały, duży napis na czarnym tle: „Film jest niedostępny w Twoim kraju”…chwileczkę, ja chyba znam ten napis – no tak; Utube, ale przecież jesteśmy w kinie… w zupełnej ciszy pierwsze osoby podrywają się z krzeseł i wpuszczają do sali strumień światła. Ja też wstaję. Spuszczam głowę i idę do domu, zastanawiając się – jak to się dzieje, że mieszkając w 40 milionowym, demokratycznym kraju w samym centrum Europy odcięty jestem od możliwości poznania dzieł, które kreują nurty i wywołują dyskusje na najważniejszych imprezach filmowych na świecie. No cóż, za pół roku może to obejrzę na dvd, w końcu przesyłka z USA nie jest aż tak droga…

 

Tak, to przykre ale z różnych powodów, nie wszystkie produkcje filmowe trafiają do naszego kraju. Wielka szkoda, bo czasami są to naprawdę ważne filmy. OFFCamera jednak wychodzi nam naprzeciw. „Nadrabianie zaległości – kino Dużego Formatu” to sekcja, która na stałe zagościła w programie festiwalu i stanowi swoiste uzupełnienie bieżącego repertuaru kinowego o filmy, które powinny być znane każdemu szanującemu się kinomanowi. Musze powiedzieć, że to jedna z moich ulubionych sekcji, dlatego też postanowiłem wam przybliżyć pokrótce 3 filmy z tej właśnie kategorii.

 

Na „Shortbus’a” Johna Camerona Mitchella poszedłem myśląc że będzie to przyjemna komedia, z dużą dozą nagości. Nie pomyliłem się ani w jednym, ani w drugim przypadku, jednak jeżeli tutaj miałbym zakończyć definicję tego filmu, musiałbym uderzyć się (całkiem mocno) w pierś. „Shorbus” porusza zawsze aktualny temat, jakim jest: sex. Opowiada historię kilku nowojorczyków i ich seksualno-miłosnych doznań. Mamy tu zatem: parę gejów (Jamie i James) – którzy znudzeni, postanawiają wprowadzić do swojego związku trzeciego mężczyznę (Ceth), podglądacza (Caleb) – który od kilku lat obserwuje potajemnie lokatorów z naprzeciwka i podkochuje się w jednym z nich, dominę – zaspokajającą sado-masochistyczne potrzeby mężczyzn, poszukującą jednocześnie spokoju i miłości, oraz małżeństwo (Rob i Sophie) – które pomimo iż jest szczęśliwe, przechodzi pewnego rodzaju problemy. Sophie pracuje jako seks-doradca i terapeutka, paradoksalnie jednak sama nigdy nie doświadczyła orgazmu, a jej mąż Rob, ma świadomość, iż nie jest jej w stanie dać upragnionych doznań, co prowadzi do jego frustracji. Tytułowy Shortbus jest klubem, gdzie wszyscy bohaterowie się spotykają – jest to miejsce, gdzie nie istnieje temat tabu i gdzie każdy może spełnić swoje najskrytsze żądze.

Film ukazuje we wspaniały i dramatyczny sposób podejście poszczególnych bohaterów do seksu. Dla jednych jest to cud, dla innych obowiązek, jeszcze dla innych coś do czego dążą całym sobą. Sceny seksu są bardzo śmiałe, czasami nawet kontrowersyjne. Wszystko po to aby pokazać jak ten temat jest ważny w naszym życiu, momentami miałem wrażenie, iż sam Freud brał udział w pisaniu scenariusza. Mitchell kładzie też nacisk na fakt, że wszyscy nieustannie odrywamy swoje rolę a łóżko jest tak naprawdę teatralną sceną. Pozornie film wydaje się łatwy, jednak warto się nad nim głębiej zastanowić. Podsumowując, nie mogę napisać złego słowa o tej produkcji: świetny nie narzucający się humor, wspaniale i bez ogródek opowiedziana historia, dopasowana muzyka i nawet „cukierkowe” wstawki Nowego Jorku – to wszystko tworzy naprawdę wartą obejrzenia całość. Polecam!

 

Nominacje do Oskara i Złotych globów a na reżyserskim stołku, nikt inny jak jeden z najbardziej kontrowersyjnych twórców współczesnego kina – David Cronenberg. O jakim filmie mowa? „Wschodnie obietnice” to opowieść dziwny twór. Opowieść kanadyjskiego reżysera, o rosyjskiej mafii, działającej w Londynie (a jeśli dodamy do tego jeszcze Polaka grającego konserwatywnego Rosjanina, z przeszłością w KGB, wyjdzie nam niezły bigos. Bardzo dobry z resztą.) Film rozpoczyna się od ceny zabójstwa oraz sceny porodu dziecka młodej rosyjskiej prostytutki, która w chwile po tym umiera. Te dwa wydarzenia pociągają za sobą cały ich ciąg i stają się motorem dla rozwoju wydarzeń. Anna Khitrova (Naomi Watts) która odbierała poród, próbuje ustalić krewnych dziecka, aby im go oddać. Los małej jest dla niej szczególnie ważny ze względu na pamięć swojego dziecka, które poroniła jakiś czas temu. Dlatego też kobieta nie cofnie się przed niczym aby dobrnąć do celu. Jednakże droga do niego prowadzić będzie poprzez świat brutalnej rosyjskiej mafii….
Kilka rzeczy wybitnie zwróciło moją uwagę w tym filmie. Po pierwsze, niezwykły klimat mafijnego świata pokazanego od środka. Liczą się tu hierarchia, rodzina, zasady… lecz najważniejszą z nich jest przetrwać. Bardzo dobrze odwzorowany układ sił i zależności, pokazanie szczegółów (takich jak np.: tatuaże, stanowiące historię życia każdego mafiozy) i reguł jakimi rządzi się taki świat, świetnie oddają klimat. Po drugie, gra aktorska w filmie stoi na naprawdę przyzwoitym poziomie. Ale to co zrobił Viggo Mortensen (grający tu kierowcę i ochroniarza) zasługuje na owację na stojąco. Skoro już piszę o tym co się w filmie wyróżnia, nie sposób nie wspomnieć o scenie bójki w łaźni – perfekcyjna, jednak do całości filmu nie pasująca, prędzej umieścił bym ją w Jamesie Bondzie (z tą różnicą że Viggo jednak odnosi obrażenia zresztą pewnie jak większość widowni na sali, która zareagowała na nią entuzjastycznych (u)śmiechem. I dodam tylko że nie jest to jedyny moment kiedy film poprawia humor. Cóż… gdyby Corleone mógł na pewno by ten film oglądnął. Tobie radzę zrobić to samo.

 

I na zakończenie, wisienka na torcie. Film który znany jest nam najlepiej i zapewne każdy o nim przynajmniej słyszał – obsypany Oscarami film Kathryn Bigelow „The Hurt Locker”. Ktoś zdziwiony? 6 Oskarów w najważniejszych kategoriach i film nie znalazł się w polskich kinach. Ja też się dziwię. Film porusza bardzo aktualny temat, przenosi widza w sposób realistyczny w środek bojowych zmagań żołnierzy w Iraku. Nie skoncentrowano się tu jednak na ukazaniu widowiskowych scen bitewnych. Reżyserka dokonuje raczej analizy tego czym wojna jest, dla tych których dotyczy bezpośrednio. Jest to dramatyczne studium zmian psychologicznych, jakie zachodzą w ludziach dotkniętych tą straszną tragedią – jaką jest wojna. O tym, czy Hurt Locker zasługuje na wszystkie zgarnięte statuetki można dyskutować, Amerykanie jednak lubią opowieści ovbohaterach–amerykanach, a ten film w najprostszej płaszczyźnie taki właśnie jest. Jednak jak pisałem wyżej, nie jest to prosty film, na niedzielne popołudnie przy rodzinnym obiedzie. Na temat tej produkcji nie będą się rozpisywał, bo napisano już wystarczająco dużo. Dodam tylko jedno – ten film trzeba obowiązkowo zobaczyć.

 

Pozostaje mi jeszcze na koniec westchnąć głośno w niebo. Eehhhhhh… szkoda że takie i inne dzieła omijają nasz kraj okrężną drogą, a my musimy przyzwyczajać się do naszej „głuchej polskiej prowincji kinowej”.

 

Share This Article

O autorze

Michał Kołdras

Michał Kołdras

Jestem właścicielem firmy, a zarazem serwisu Kinoamatorskie.pl. Na co dzień prowadzę warsztaty filmowe (warsztaty.kinoamatorskie.pl) i zajmuję się promocją kina niezależnego w Polsce.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

*

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
Przeczytaj poprzedni wpis:
Odrabiamy zaległości!

  Idę żwawym krokiem, przepycham się przez tłum ludzi tłoczących się przy kasie biletowej i w końcu: przekraczam próg sali...

Zamknij