Thursday, Jun. 22, 2017

Premiera „Nawiedzonej Szosy” w Mielcu

Autor:

|

30 marca 2014

|

Premiera „Nawiedzonej Szosy” w Mielcu

„Nawiedzona Szosa” to produkcja, której kibicowaliśmy od początku, a dokładnie od czerwca 2012 roku kiedy dowiedzieliśmy się, że takie coś w ogóle powstaje. Film okazał się szczególnie bliski naszemu sercu, w momencie gdy autor poinformował nas, że jedną z inspiracji do jego powstania był „Revival”. A zatem pierwszy pełnometrażowy film, jaki udało się zrealizować ekipie odpowiedzialnej za niniejszy serwis.

W końcu 27 marca 2014 roku nadszedł moment, na który tak długo czekaliśmy. Nastał dzień premiery w mieleckim kinie „Galaktyka”. Generalnie miasto przywitało nas mocno deszczową pogodą, ale to nie schłodziło naszego zapału. Kiedy trafiliśmy na miejsce, badawczo przyjrzeliśmy się plakatom promującym film, następnie ogólnie oceniliśmy frekwencję i czekaliśmy tylko na otwarcie drzwi na salę kinową. W międzyczasie udało się również wymienić kilka słów z reżyserem „Nawiedzonej Szosy” Dario Davisem.

W tym momencie nastąpiła istna masakra. Pojawiło się zagrożenie, że obładowani sprzętem audiowizualnym będziemy na z góry stratnej pozycji w walce o miejsce na sali kinowej! Nagle stanął przed nami mur kilkuset osób, którzy wyrażali tylko jedno życzenie: „Chcemy zobaczyć ‚Nawiedzoną Szosę’!”. Mimo wszystko udało się zająć dogodną pozycję i oddać się klimatowi filmu. Dodać należy tylko, że spontanicznie zdecydowano o organizacji drugiego seansu tuż po pierwszym żeby każdy mógł obejrzeć pełny metraż (ba, z tego co wiem, w planach jest nawet trzeci pokaz!).

Sama produkcja wzbudziła we mnie pewną nostalgię. Pewne podobieństwa między „Revival” a „Nawiedzoną Szosą” spowodowały, że klimat tego filmu trafił do mnie wraz z pierwszymi ujęciami. Cała historia dotycząca małej dziewczynki pojawiającej się wokół osławionej szosy okazała się ciekawa głównie z tego względu, że bazuje na lokalnych legendach, które krążą pośród mieszkańców Mielca i okolic. Niewiele jest osób, które nie słyszały o widzeniach zjawy wokół trzech przydrożnych krzyży.

Wracając jednak do filmu… „Nawiedzona Szosa” jest definicją tego, co ja nazywam filmem amatorskim. Znajdziemy tu zarówno momenty zrealizowane w sposób pomysłowy i klimatyczny, jak i te, które powodują, że film zaczyna się dłużyć i momentami zaczynamy myśleć o zakończeniu. Potknięcia związane z obrazem i dźwiękiem podkreślają specyfikę kina amatorskiego i nadają dziełu Dario Davisa uroku. Mimo tego, jak słusznie wskazuje sam autor, dużo rzeczy można było zrobić lepiej. Oglądając ten film, miejscami miałem wrażenie, że zaczynają boleć mnie nogi, a przecież siedziałem w wygodnym fotelu. Po prostu ilość kilometrów, które przebyły dwie ekipy szukające zjawy sprawiły, że film stał się przechodzony. Ciągle tylko idą i idą i dotrzeć nie mogą. Gra aktorska w przypadku niektórych osób faktycznie stała na wysokim poziomie. Szczególnie przekonująca okazała się dziewczyna wprowadzająca towarzystwo w tajemnicę zjawy. Jej postać dodatkowo wspomagała adekwatna charakteryzacja, która dodawała jej „pazura”. Z opinii innych widzów wiem, że niezbyt podobała się rola filmowego Rafała. Ośmielę się mieć inne zdanie. Chłopak dobrze rozluźniał momentami przesadnie udramatyzowaną atmosferę. Sama fabuła o ile w ogólnym podejściu jest oczywiście zrozumiała,  o tyle w niektórych wątkach wydaje się być nieco chaotyczna i naciągana.

Bardzo jednak podoba mi się podejście reżysera. „Nawiedzona Szosa” była pierwszym dzieckiem Dario Davisa. Dzieckiem, przy którym zdobył on sporo doświadczenia i nauczył się wielu rzeczy dotyczących produkcji filmowej. De facto w rozmowie z nim nie musiałem punktować atutów i wad jego filmu, ponieważ on wszystko doskonale wcześniej wiedział. Pokora, dystans, krytyczna analiza – to określenia, które od razu rzuciły mi się na myśl podczas rozmowy z twórcą. Dlatego tym bardziej cieszę się, że „Nawiedzona Szosa” to nie jest jego ostatnie słowo.

Osobnego akapitu wymaga muzyka. Niewątpliwą zaletą mieleckiego filmu jest fakt, że nie znajdziemy tutaj komercyjnych podkładów ściągniętych z youtube. Za całokształt odpowiada kompozytor Michał Ratkowski oraz kilka kapel. To połączenie dało świetny impuls, który potęguje klimat tego filmu. Wielki plus.

Na zakończenie zapraszam Was do obejrzenia krótkiego wywiadu z Dario Davisem nagranego podczas premiery.

Share This Article

O autorze

Michał Kołdras

Michał Kołdras

Jestem właścicielem firmy, a zarazem serwisu Kinoamatorskie.pl. Na co dzień prowadzę warsztaty filmowe (warsztaty.kinoamatorskie.pl) i zajmuję się promocją kina niezależnego w Polsce.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

*

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
Przeczytaj poprzedni wpis:
The Land Unknown poster
Złapane w sieci #134 – THE LAND UNKNOWN (1957)

Połączenie kina przygodowego i science fiction to mieszanka zapowiadająca się co najmniej interesująco. Jeśli dodać do tego fakt, że film...

Zamknij